Świąteczny wystrój i… nastrój. Czy w Boże Narodzenie pamiętamy o obu?

W ostatnich dniach chciałoby się, za grupą Band Aid, o której już pisałam, zapytać: „Czy (wszyscy) wiedzą, że już jest Boże Narodzenie?”

„Świąteczny wehikuł czasu”. Wspomnienia świąteczne na dobry początek. Inauguracja projektu Blogmas II.

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. Szukamy już prezentów, ozdób… Gdzieniegdzie słychać już świąteczne piosenki. Choć nie ma śniegu, to czuć ten mroźno-dostojny klimat (nie mówimy o „magii”). 🙂

A co jeszcze go tworzy? Między innymi „migawki”, wspomnienia… z dzieciństwa przede wszystkim. I dziś chciałabym o tym opowiedzieć ze swojej perspektywy.

Detektywistyczny charakterek po babci. Migawka z… początku wieku.

Ech, to dzieciństwo. To właśnie w tym okresie życia wspomnienia świąteczne są takie niewinne… trochę naiwne… i wtedy określenie „magia” świąteczna jakoś nie budziło dziwnych uczuć, które towarzyszą mi dziś.

Mam w głowie kilka wyraźnych „migawek” z lat dość mocno dziecinnych, a myślę, że godnych uwagi i… uśmiechu. 🙂

christmas-1912802_1920

Pierwsza z nich faktycznie  wzbudza uśmiech, a nawet… śmiech. Kto w końcu, oprócz mnie, w wieku czterech, może pięciu lat, miał w czasie Wigilii u babci… umysł śledczy?

Ale z drugiej strony – czy to nie dziwne, że jest wieczór wigilijny, przychodzi Mikołaj, a wujka (co istotne – mieszkającego wtedy w jednym mieszkaniu z babcią) brakuje? Pan z siwą brodą podejrzanie zna wszystkich, dla niepoznaki dziwi się, że Marcinka nie ma przy stole…

Ale, ale! Skąd on wyjmuje podarunki?! Z kołdry babci?!

Worek okazał się być zrobiony z poszwy od pościeli w domu babci (i wtedy jeszcze wujka). Chrzestny myślał, że uwierzę w „krasnala”… Otóż nie tym razem!

Było to co prawda z 18 lat temu, ale do swoich podejrzeń przyznałam się może ze dwie Wigilie temu… 🙂

presents-1913987_960_720

 

Wigilijna przemowa utrapieniem. Co mogło stresować małolatę na Wigilii u chrzestnej?

Z kolejną anegdotą ze „świątecznego życia” łączą się dwie podstawowe tradycje – odczytywanie fragmentu Ewangelii o Bożym Narodzeniu, a także, po wieczerzy wigilijnej, rozdawanie prezentów.

Zaczęłam (w ogóle) czytać podobno w wieku pięciu lat. A gdy zaczynałam podstawówkę ( byłam może w II klasie) perfidnie wykorzystano to na Wigilii u cioci – do czytania przeze mnie, jako najmłodszej, fragmentu Ewangelii św. Łukasza.

Nic dziwnego by w tym nie było… gdyby nie fakt, że zanim stałam się najmłodszym „czytaczem”, ówczesna najmłodsza osoba migała się od obowiązku… Chociaż trochę działało to na moje młode nerwy, to nic. Młody człowiek, po którym przejęłam obowiązki lektora zawsze wierzył w moje możliwości pokonania stresu, choć bywało, że początkowo robiłam… literówki.. 🙂 Szczególnie kłopotliwym słowem okazało się (to nawet dość dobrze pamiętam) określenie Maryi jako brzemiennej. Prawdopodobnie nie miałam pojęcia, co ono oznacza, ani jak to przeczytać… 🙂

book-1210030_1920

A z czym jeszcze (to już na pewno każdemu) kojarzy się Boże Narodzenie z dzieciństwa? Z prezentami oczywiście! W moim przypadku w głowie zostało nie tylko otrzymywanie zabawek i słodyczy.

Byłam też, razem z braćmi ciotecznymi, „kurierem” Mikołaja (dziś powiedziałabym, dzięki księdzu z duszpasterstwa akademickiego, „krasnala” :)), roznoszącym pozostawione pod choinką prezenty Niby nic takiego, bieganie z obciążeniem dla kondycji… 🙂 Gdyby nie to, że niektóre osoby z rodziny wujka najczęściej widywałam jedynie od święta. Na szczęście dobre dusze kierowały mnie do adresatów… 🙂 I każdy, bez wyjątku, został obdarowany.

Jakby to było pięknie, gdybyśmy tylko w czasie kolejnych i kolejnych Świąt nie mieli z tyłu głowy typowo dorosłych zmartwień, a czuli tylko ten… klimat. 🙂

Na koniec zapraszam do czytania impresji… wspomnieniowo – literackich. 🙂

Choinka co rok będzie nowa. Resztki bombek – „weteranek” pamiętają dziś dorosłych, WTEDY… wkładających zamiast słodyczy chusteczki w szeleszczący papierek.

Zmieniliśmy się, stety i niestety… Ktoś przywędrował, ktoś zniknął.

Nie demaskują już przybysza w czerwieni. Zmieniamy się jak zima w porę bez białego puchu.. dorastamy i czekamy na drobiazgi… i ludzi, a nie rzeczy.

Choć czasem chciałoby się nakręcić zegar przeciwnie do naturalnego ruchu jego wskazówek.

Niby.. nie staniemy się kolejny raz elfami. Możemy być za to wysłannikami z… workiem życzliwości.

Poczujmy znów tą radość, niby interesowaną, ale… widoczną z daleka.

Warto wspominać, ale i BYĆ… TYM SZCZĘŚLIWYM Z WEHIKUŁU CZASU. 

 

Dźwięki, które pomagają. Część 1. Idea singli charytatywnych i tzw. supergrup w pewną… muzyczną koralową rocznicę.

Na pewno każdy z nas niejednokrotnie słyszał w radio utwory, które wykonywało jednocześnie wielu, najczęściej czołowych aktualnie w kraju swojego pochodzenia, artystów. W Polsce podpisywane etykietą „różni wykonawcy”, „polscy artyści”….

Quo vadis? – Dokąd idziesz? Wybór światła w opozycji do strachu. Noc Świętych jako alternatywa dla Halloween.

Zaczyna się listopad. Miesiąc, który kojarzy się z  przemijaniem, zarówno ciepła słonecznego, jak i… trochę nas. Pierwsze dni to przecież szczególne wspomnienie bliskich zmarłych.

Ale wcześniej… 31 października. Każdy z nas miał do wyboru – być po stronie życia i poszukiwania świętości lub szukać inspiracji w tym, co obce, mroczne… i straszyć.

A po nocy przychodzą… niezapomniane dźwięki. Chwila muzycznych wspomnień sprzed dokładnie pięciu lat. Jubileuszowy koncert Budki Suflera w Łodzi w literackiej „migawce”.

Każdy, nawet najzwyklejszy (o ile w ogóle można tak powiedzieć) miłośnik sztuk pięknych, w tym muzycznych, miał w swoim życiu taki jeden dzień, który na dobre otworzył dla niego przysłowiowy nowy rozdział.